Mi też około niecałych 10sięciu procent sie podoba. Owszem mgłbym powiedzieć że więcej mi wychodzi bo wychodzi mi więcej ale przeciez nie będę wybierał kilku udanych ujęć jednego miejsca... także takie najlepsze fotki to jakieś niecałe 5 procent.
X
-
-
Zalezy co sie fotografuje, np. ostatnio fociłem mojego kota (cały czarny) no to z około 80 zdjęć, do wydruku nadawały się 2
A tak to przeważnie jakieś 40% da się oglądać na kompie, a 10% da się drukować. Inaczej też np. jak sie fotografuje obiekty w ruchu, wtedy wiadomo, że odrzuty są większe.Komentarz
-
Jasne szkło+stabilizacja (ostatecznie 50 1.8 i iso1600), pomiar skupiony/punktowy na kota, korekta -1 EV, ostrość łapiesz na oczy. Mi 8/10 zdjęć czarnych kotów wychodzi
.
Komentarz
-
to ja porposzę o sprecyzowanie terminu "zdjęć dobrych"
dobrych to znaczy takich które zostawiam, takich które uważam za dobre, czy takich które według innych (znajacych się na fotografii) są dobre?
u mnie zostaje w komputerze około 30% (co wcale nie znaczy że uważam je za dobre)
ponadto jak już zauważono ilość zależy od rodzaju fotografii - inne ilości przy fotografowaniu samolotów, inne przy sporcie a całkiem inne przy krajobrazie, astrofotografii itp.Komentarz
-
Przy czarnych szybkich psach też ta metoda się sprawdza. Uzysk 5/10 bez problemu. Choć czasem podkusi mnie walnąć serią. Wtedy efakt jest mniej przewidywalny.
Generalnie, po wielu latach przygód z techniką cyfrową, zacząłem robić zdjęcia tak, jakbym miał w ręku średni format. Ostatnia jesień: 2 dni w pirenejach - 30 fotek, kilka "szato" w Prowansji - podobna ilość. Trzy dni w Paryżu - jakieś 50 strzałów. Wszystkie poszły do naświetlenia na duży format. Choć miałem uzyski poniżej 10%. Ale to było flamenco i szybkie serie.Komentarz
-
witam to mój pierwszy post, ale studiuje forum od dnia przesiadki na 400d
u mnie wszystkie zdjęcia zostają, nawet te nieostre (kit często gubi ostrość), ze wszystkich fotek jestem zadowolony. Oddają one chwile, które NIGDY się nie powtórzą, a nie moje zdolności, czy zdolności mojego sprzętu. Zasada jest prosta; strzelałeś wcześniej analogiem pare lat, twoja skuteczność uzyskania fajnych ujęć wzrasta prawie do kwadratu
. Na dodatek nie uznaje obróbki cyfrowej (czy jest na to zboczenie jakaś nazwa?), żadnego kadrowania, koloryzowania i takich tam przeróbek, no może czasem na blackwhite.
pozdrawiamKomentarz
-
Zatem proszę spojrzeć do setnego nru National Geographic [PL] - styczeń 2008. Jest tam ciekawy artykuł o podróżach Arkadego Fiedlera i o retuszu jego baardzo starych zdjęć. Bo dzięki temu procent dużych odbitek wzrasta
60D | 50 1.8 II | kit 18-55 + Tamron 70-300 | moje fotyKomentarz
-
to zupełnie inna sprawa naprawa nadgryzionych czasem fotek, czy wyłuskanie jakiegoś konkretnego szczegółu. Chodzi mi o to, że to przed naciśnięciem spustu trzeba kombinować, a nie później na kompie. Czasem wale dzieciakowi serie w biegu w moim kierunku na odpowiednim do tego AF-ie i niewiele jest ostrych, ale chwila jest oddana, zarejestrowana i jest co póżniej wspominać. Według mnie o to chodzi w fotografii.
I nie musisz spoglądać w exify bo pamiętasz , że taka kaszanka to z Kita a na eLce było lepiej, tu mogłem użyć lampy, a tam mocniej przysłonićOstatnio edytowany przez Gość; 13233.Komentarz
-
A ja programu do grafiki używam, ale dobry zwyczaj po analogu pozostał i obróbka trwa chwilkę. Ale nie nazwałbym tego zboczeniem. Technika idzie do przodu i dobrze. Jeszcze trochę to matryce dogonią film jeżeli chodzi o rozpiętość tonalną i... narzekania na cyfrę pozostaną, bo dla jednego ważny jest cel a dla drugiego "gonienie zajączka".
Odnośnie tematu - u mnie dobrych zdjęć jest także znikoma ilość (ok.2%).
Dla wyjaśnienia - dobre to takie, których nie powstydziłbym się powiesić na ścianie. No i oczywiście to bardzo subiektywna ocena :-)Komentarz
-
Komentarz